Mielno - weekend z małżonką

Weekend w Mielnie, to wcale nie brzmiało zachęcająco, ale program był tak bogaty i interesujący, że się skusiłem. Po minie żony widziałem, że również niezbyt jest zadowolona, ale skoro postawiłem ją przed faktem dokonanym i z uśmiechem wręczyłem voucher na pobyt, mówiąc że to prezent to zrobiła dobrą minę do złej gry. Udawać to ona nie potrafi i jej uśmiech nie był szczery, ale nic to pomyślałem, zobaczymy na miejscu, jak nam tam będzie. Hotel Mielno full wypas, z rehabilitacją, basenem, siłownią, bajerami typu spa, wellness i takie tam. Naprawdę moja Małgoś była oczarowana. A i Mielno przypadło nam do gustu. Początek czerwca, jak prawdziwe lato - słońce, wysoka temperatura i lekusieńki wietrzyk. Z dobrodziejstw naszego hotelu korzystaliśmy popołudniami i wieczorami, a w dzień, zaraz po śniadanku, wyruszaliśmy na plażę. Śniadania to w hotelu, ale pozostałe posiłki, to już we własnym zakresie. Barbarzyństwem byłoby być nad morzem i rybki nie zjeść., to też i wpieprzaliśmy ryby na umór, każdego dnia po dwie porcje. Z Mielna wyjeżdżaliśmy nawet opaleni, z mocnym postanowieniem takich częstszych wypadów.